Każdy porządny, ciosany z mięcha facet jest wiecznie głodny, poczynając od dni gdy nasze matki wtryskiwały w nas ochoczo swoje mleko. Na codzień bezczelnie wymaga się od nas bycia cokolowiek-to-znaczy-silnym i gdzie-ci-prawdziwi-faceci-męskim. A na jakimś fundamencie trzeba pomnik twardziela budować. Więc od małego pochłaniamy. O jedzeniu wiemy wszystko.
Każdy szanujący się facet jest też mistrzem jajecznicy. Nie wiedzieć czemu, dla Nich to za mało. Bo idealny jakżeby-inaczej-szarmancki gość to i gotować umie i do łóżka przyniesie… Oto prawdziwie męski, instruktażowy wpis o bardziej subtelnym, łatwym, prostym i przyjemnym zapełnianiu żołądka. Nie swojego – JEJ.
Wyobraź sobie sytuację, promienie słońca brutalnie wdzierają się między oczy, w głowie kołacze nasz-wierny-przyjaciel-kac po wczorajszym, o rany…wtf, winie. Obok śpi piękna kobieta – żona, dziewczyna, Twoja, czyjaś, nieważne. Dałeś jej (ona wzięła?) cudowny wieczór, upojną noc, teraz słodko śpi. Ty dalej zbierasz punkty. Przecież. Za moment wymienisz je na poranny seks, może na kolejną niemal filmową, szaloną randkę, może na dzień wolny od codziennego ględzenia i mecz z kumplami wieczorem. Potrzebujesz tych cholernych punktów. Więc co robić. Ugotujesz i podasz do łóżka śniadanie. I mimo, że potrafisz tylko (aż! przecież wymiata) jajecznicę, dasz radę z czymś extra.
Jak? Pomocną dłoń podadzą mistrzowie bajerki i co ważniejsze, smacznej kuchni – Włosi. Bez paniki, wciąż poruszamy się na dobrze znanym terenie. Jajka. Ale oryginalniej. Sadzone. A oto Twój magiczny przepis na pełną szacunku i wdzięczności minę Twojej za-moment-będę-miał-cudseks-partnerki:
Jaja sadzone na białym winie
100g masła / garść drobno posiekanej natki pietruszki (zakupy z serii fajnie-że-sprzedają-świeże przyprawy w doniczkach po 5ł, dzień wcześniej w Almie) / 1 (drobno posiekany!) ząbek czosnku / pół szklanki białego wytrawnego wina (z wczorajszego wieczoru) / 4 jaja / sól, pieprz
W rondlu, czy co tam masz w szafce kuchennej, podgrzewasz masełko. Dodajesz posiekana, świeżą pietruszkę, czosnek. Mały ogień, po chwili dolewasz wino. Tymczasem na patelni smażysz jaja sadzone jak tylko potrafisz najlepiej. Solisz, pieprzysz. Wykładasz na talerze polewasz sosem z rondla i natychmiast, jeszcze gorące – podajesz prosto do łóżka.
dodatkowo: świeże pieczywo, kawa i komplement z wachlarza Twoich tekstów porannych obowiązkowo.
TIP: jeśli szarpniesz się, kupisz dzień wcześniej trufle i dodasz do rondla razem z czosnkiem i pietruszką – z automatu stajesz się mistrzem śniadaniowej włoskiej kuchni. (punkty…punkty…)
Banalne czyż nie? Poszło gładko, daliśmy radę. Teraz Twoja kolej. Napewno znasz inne/lepsze kulinarne patenty na poranki – pisz. Ewolucja mistrza jajecznicy w toku.
PS. Dolii zabiła mnie za ten wpis



