Rozlała się krew po higienicznie czystym białym tle fotografii. Zdjęcia, które opowiadają o kulturze i pop-kulturze, krytykują świat glamour. Są ostre, kontrowersyjne, są olafowskie. Ujmują a jednocześnie brzydzą. To Erwin Olaf we własnej osobie (obiektywie).
Zaczęło się tak, że trafiłam na jego wystawę zdjęć podczas mojego pobytu w Antwerpii. Po powrocie dałam link Arturrowi i tak te foty trafiły na jego iphone. Pokochaliśmy go od pierwszego wejrzenia. Obok Erwina nie można przejść obojętnie, trzeba się zatrzymać i mieć refleksję. (cenzura Dolii wycina przeleństwa, a szkoda bo w kilku słowach pokazałbym siłę tej refleksji – Art)
Profil E.Olafa jest bardzo ciekawy. Jest fotografem reklamowym, pracował dla takich wielkich marek jak Heineken, Diesel, Nokia czy Coca-Cola. Jednocześnie (i tu kryje się jego przewrotność i swoisty dualizm) krytykuje świat, dla którego tworzy i pracuje. W jego zdjęciach czuje się ten odważny krytycyzm i przenikliwy cynizm. Z jednej strony czuć idealne wyczucie aparatu, z drugiej strony ocieramy się tu o porno szyk i kicz-styl. Z jednej strony czuje się ten estetyczny feeling , znowu potem odczuwa się trwogę przed takim niepokojącym ujęciem współczesnych patologii kultury otaczającej. Nie wiem jak mu się to udaje, ale ten fotograf potrafi łączyć przeciwieństwa. Może oddam istotę jego stylu cudzymi słowami (Martyny Piotrowskiej):
wybuchowa mieszanka potrafi niekiedy ułożyć się w całość niesamowicie spójną i wysmakowaną – sprawiając wrażenie, jakby sam Vermeer dosiadł się do photoshopa. Jednak nie sama stylistyka zdjęć Olafa jest połączeniem żywiołów z pozoru niepołączalnych – również w treści interesuje go najbardziej badanie labilności granic tego, co sprzeczne – u fotografa dobro okazuje się być złem, piękne jest to, co brzydkie, a szaleństwo staje się cnotą. W związku z czym Olaf zawsze budzi mieszane uczucia – od zażenowania, przez zniesmaczenie i konsternacje, do zachwytu.
Również (jak przeczytałam w „Gazecie Wyborczej”) Olaf gdy robi plakat do jakiejś sztuki, to nigdy jej nie czyta, jeśli robi okładkę do CD, to nie słucha owej muzyki. Być może nawet nie chodzi do muzeów, ale na pewno dobrze przejrzał albumy z historią europejskiego malarstwa.
Każdy cykl zdjęć to nowa historia, nowe spojrzenie na fragmentaryczny wycinek współczesnego świata. Poniżej kilka z nich:
- Royal Blood (“Królewska Krew”): wielcy celebryci świata w kontekście ich śmierci: Księżna Diana, Cesarzowa Sissy, Maria Antonina, Jacky Kennedy, Juliusz Cezar . Subtelne detale od razu odwołują do konkretnych postaci. Wszystkie postacie coś usilnie nam przypominają i od razu nam się kojarzą. Tu cytat z „Przekroju” doskonale ujmujący specyfikę tej fotografii: Najbardziej drażniące było właśnie to reklamopodobne piękno, kiczowata doskonałość cierpienia ulubienic kultury masowej. Olaf tak bezczelnie igra z konwencjami: niewinna biel splamiona czerwoną krwią zbrodni.
- Fashion Victims (“Ofiary mody”): naga Murzynka siedząca w rozkroku na skórzanej, brązowej kanapie z torbą papierową z logiem Channel. To wystarczy.
- Separation (“Rozłączenie”): mieszczańska typowa rodzina, typowe dla rodziny rytuały. Mały wyjątek: rodzina odziana jest w czarne, lateksowe kostiumy.
Wszystkie wyżej wymienione serie zdjęć znajdziecie na: www.erwinolaf.com .
(Osobiście jestem zdania, że w fotografii reklamowej zachwyca głównie warsztat. I to bardziej fotoedytora, niż fotografa nawet, bo kluczem tutaj jest fotomanipulacja. U Olafa wszystkie pola są perfekt – światło, obróbka, kadry… Ale ten gość jest w mojej opinii bardziej komentatorem reklamy niż fotografem reklamowym, czuje się siłę tematu i sposób jego przedstawienia, pomysł. Jego sesje biją mocno prosto w czoło, które niniejszym przed nim chylę – Art)
Podoba się? Zbyt ostre czy zbyt pretensjonalne? Czy przyciąga, wkręca i fascynuje? Czy raczej odpycha?



