Jak wspominaliśmy na FB – zwiedziliśmy ostatnio Barcelonę. Jest to pierwsza z dwu części cyklu o mieście by Tourdelans, na początek oczami Arta. Zapraszamy.
Miałem swego czasu przyjemność być uczestnikiem wykładu hiszpańskiego designera, Ramona Benedito, w ramach eventu organizowanego przez firmę Roca. Sporo mówił wtedy o pełnej oryginalnego wyrazu barcelońskiej szkole designu, podkreślając wpływ Gaudiego i Dalego na projektantów współczesnych. Radowało się me projektanckie serce na wieść o naszej wycieczce do Barcy, gdyż wreszcie na własne oczy mogłem zobaczyć “o co chodzi z Gaudim” i jaki jest poziom designu w tym mieście. Ale spokojnie, truł o geniuszu Gaudiego nie zamierzam, poczytać sobie o nim można w podręcznikach i przewodnikach i sam nic odkrywczego bym nie dodałał. Chcę natomiast dać wyraz swojemu zdumieniu w temacie małej architektury w Barcelonie. Jak się tam dba o detal to przechodzi ludzkie pojęcie. Dziesiątki setki miejsc przestrzeni publicznej zagospodarowanych ze smakiem i pomysłem. Właściwie nie tyle z podziwem, ile z zazdrością patrzyłem jak miasto tworzy neizliczone możliwości do codziennego relaksowego przebywania na ulicy. I ludzie tam na ulice wylegają, o tak, choćby po to by odrobić pracę domową na jutro do szkoły albo posłuchać muzyki na ipodzie na ulicznej ławeczce. Pewnie dlatego są tak otwarci, skoro tak przyjemnie jest opuścić mury nudnego mieszkania (a przynajmniej o tej porze roku, gdy słońce jest jescze dość łaskawe). W tym mieście aż chce się przebywać!
To też robiliśmy – przebywaliśmy, pod bezchmurnym nieboskłonem w przyjemnych 22 stopniach celcjusza, z bacadillos con jamon w jednym ręku i winem w drugim. Dawno już byłem zagorzałym fanem szynki hiszpańskiej ale po tym wyjeździe stanę się chyba piewcą jej nieziemskiego smaku po wsze czasy. Gorąco polecam (wycieczka do Almy wskazana).
O dwóch sprawach chcę jeszcze wspomnieć zanim przemówią zdjęcia. Plaża w Barcelonie jest b.przyjemna, spędziliśmy na niej sporo czasu można było się napatrzeć na okoliczne kobiety (i odwracać wzrok od plagi nagich panów opalających swoje hm..kolibry). Mimo, że uwielbiam typ południowy i brunetki w ogóle, muszę obiektywnie przyznać, że Polki są o wiele zgrabniejsze niż hiszpanki. Szkoda trochę, bo ogólnie urodę mają b. ciekawą.
Druga rzecz – kultura kibicowania. Mieliśmy okazję uczestniczyć w święcie, po ostatnim meczu FC Barcelony w sezonie, została mistrzem ligi. Ulice zawrzały! Tańczono, śpiewano, wszzyscy w barwach klubu, atmosfera niesamowita, zero stresu, uśmiechnięte twarze, pieśni chwały. Polscy kibice są jeszcze daleko za murzynami.
Do Barcelony napewno nie raz jeszce wrócę bo ciężko się w tym mieście nie zakochać. Niestety najłatwiej dostać się tam samolotem a co sądzę o lataniu, pisałem już u Jołka na blogu. Więcej zapewne opowie Wam Dolii w części następnej tymczasem – kilka zdjęć na zachętę:
Więcej obejrzeć będzie można na moim flikrze, link podamy w poście następnym. Adios!












