Zobacz ostatnie wpisy:
Crazy? Stupid? Love!

Wiem z pewnego źródła, że pisze się obszerna relacja z festiwalu Neo Fashion. Tymczasem pociągnę temat Ryana Goslinga, skoro zamieszkał w naszym domu. Spadłem ostatnio na 3cie miejsce na liście zajawek Dolii, zaraz po Lapierze i Goslingu właśnie. Ale co tam, ważne, że wciąż na pudle ;)

Opowiem Wam trochę o zwariowanej, głupiej miłości.

Filmy spod szyldu “komedia romantyczna”, szczególnie w amerykańskim wydaniu, przejadłem i zwróciłem wielokrotnie a skutecznie obrzydzony na lata, staram się unikać. “Crazy, stupid love” ominąć się nie udało, bo przecież – Gosling, Gosling! No musimy. Musimy!…Obejrzeliśmy więc. I trzeba przyznać, że to komedia na tyle dobra, że zasłużyła na osobny wpis. Ale po kolei.

Zacznę od naszego ulubieńca, bo Gosling gra tu ciekawie narysowaną postać podrywacza. Cholernie dobrze ubranego podrywacza, ku uciesze Dolii. Przyznam, że urzekły mnie jego smiałe i skuteczne techniki podrywu, które aż korci przetestować w realu. Niestety nie wolno mi, więc jeśli ktoś film widział i próbował podobnych zagrywek, bardzo proszę dać znać mailem lub w komentarzach, czy działa ;) Od siebie dodam tylko, że przybijanie “high five” nowo poznanej kobiecie to bezczelna zżynka z lat mojej świetności. Ale trudno, przełknę to, postaci Goslinga wyszło to tylko na dobre ;)

Oczywiście, inaczej niż w prawdziwym życiu, podrywacz nie mógł sobie podrywać bezkarnie i bez końca, musiał coś zrozumieć i coś odkryć, bo scenarzyści kazali mu wpaść w sidła miłości. I to, o zgrozo, do rudej. Szkoda chłopaka.

Dobra, ale o czym jest “Crazy, stupid, love”? Film przedstawia losy trzech meżczyzn: zdradzonego męża/ojca, w kwiecie wieku, podrywacza o nieskazitelnej buźce Ryana Goslinga oddającego się pustym seksualnym podróżom i nastoletniego syna, przeżywającego pierwszą, mocno romantyczną miłość. Ich historie splotą się oczywiście i wywrócą wszystko do góry nogami. To wszystko już było i prawdziwa miłość znów zwycięży. Nuda.

Ale “Crazy, stupid love” nie jest taki “stupid” jakby mogło się wydawać. Są dwa powody dla których warto zobaczyć ten film.
Po pierwsze ta oklepana, zawsze zwycięska, “prawdziwa miłość” tym razem nie jest przedstawiona aż tak płytko jak moglibyśmy się spodziewać. Twórcy wysilili się, by sięgnąć nieco głębiej i przekonują nas, że z miłością lekko nie jest, trzeba pójść na jakieś kompromisy, odkleić się od skrajności, swoje przeżyć, swoje wysłuchać i przede wszystkim trochę się nad tematem napracować. Jak na lekką komedyjkę mainstreamową, temat zaprezentowany jest zdumiewająco inteligentnie, powiedziałbym wręcz “życiowo”. Mało tu taniego dowcipu sytuacyjnego, siłą jest wiarygodna historia i sensowny wachlarz ciekawych postaci. Bohaterowie są bardzo ludzcy. W mocno ogranym, hollywódzkim temacie poszukiwania szczęścia w miłości, udało się uniknąć papierowej błazenady.
Po drugie, musicie wiedzieć, że całość jest doskonale zagrana. Do obsady nie można się przyczepić, mamy jak zawsze świetną Julian Moore, Goslinga, któremu o dziwo nieprzerwanie udaje się grać w filmach trzymających jakiś poziom. I Steve’a Carella, który ku mojemu zdumieniu nie wydurniał się zbytnio a wydobył z siebie, nie mam pojęcia jak, pokłady rzetelnej sztuki aktorskiej. Emma Stone i Marisa Tomei to wisienki na tym, pełnym smacznej, bitej śmietany, torcie.

“Crazy stupid love” to ciepła, nieco baśniowa w odbiorze, inteligentna i przede wszystkim świetnie zagrana komedia. Szczerze polecamy.


PS. A polskim dystrybutorom za tłumaczenie “Kocha, lubi, szanuje” kij tam, gdzie światło nie dochodzi.

PS2. “Be better than a Gap!”

Podziel się postem:
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

  • Maryla Poznanska

    Idę!

  • http://tourdelans.pl/index.php/2012/01/premiera-idy-marcowe/ Idy marcowe | Tourdelans

    [...] Crazy? Stupid? Love! [...]

blog comments powered by Disqus