Lamenty niewieście o braku Arta na TDL i setki listów do redakcji nie poszły na marne. Oto długo wyczekiwany powrót pierwiastka męskiego na bloga. Za modowo się tu zrobiło, więc postanowiłem zainterweniować
A napiszę o “Drive”.
Zakładam, że każde z Was widziało już film, a jeśli nie, polecam to nadrobić. Udanych recenzji wyprodukowano już sporo, więc wpis ten nie będzie kolejną. Tytułem wprowadzenia napiszę tylko, że “Drive” jest w moim odczuciu filmem bardzo męskim. Jest ukłonem dla kina lat 60-70 więc siłą rzeczy rodzi pewne skojarzenie z takimi nieśmiertelnikami jak “Bullit” czy “Getaway”. A gdy coś wywołuje mi obraz McQueena w głowie, nie pozostaje mi nic innego jak tylko bić brawo.
Niespodziewanym efektem ubocznym “Drive”, jest ostatnia obecność Goslinga na tapecie pulpitu Dolii. Zwariowała na jego punkcie : )
Ale wróćmy do tematu. Niemal wszystko, od gry aktorskiej, przez ciche ujęcia nocne po niesamowitą muzykę (o dokonaniach Johny’ego Jewela pisaliśmy wieki temu) się nam w tym filmie spodobało. Jeden jedyny element, który poróżnił nas nieco, to krój użyty na plakacie filmowym. Krój który jest bardzo zniewieściały, który Dolii kocha, a ja nienawidzę, za tę “babskość” właśnie.
Szczególnie w zestawieniu z tak mocnym filmem, pełnym przemocy, z wciąż przewijającym się obrazem samochodu na drugim planie. Reżyser argumentuje ten wybór w ten sposób:
“I wanted that kind of font because it’s timeless, in a way. It’s like a hand drawn logo, which is also like old fairy tales. If you look at old fairy tales, they’re always beautifully choreographed and designed.”
Ale pytam, w jaki sposób koślawy Mistral ma być krojem ponadczasowym, co to ma być, film o barmańskich popisach, taniec cheerleaderek, obyczajówka klasy B? Czy przy bohaterze używającym niemal Bronsonowskiej przemocy i silnie akcentowanej obecności auta w filmie, nie lepiej byłoby się pokusić o jakąś formę nawiązania do klimatycznych chromowanych emblematów np. z lat ‘60?. Czepiam się? Pozostawiam to Waszej ocenie.
Niemniej jednak, ciekawe są dalsze losy “Drive” bo jest na najlepszej drodze ku uzyskaniu statusu obrazka kultowego. Niewątpliwie przyczyniła się do tego nieprzeciętna kreacja Goslinga a gadżety w postaci rękawiczek albo kurtały ze skorpionem na plecach tylko mu w tym pomogły.
Wdzianko głównego bohatera intryguje, dlaczego taki a nie inny kostium? Reżyser chciał by aktor nosił full białą, satynową kurtkę, ze względu na ilość ujęć nocnych. W zasadzie do wyboru kostiumu przyczynił się sam Gosling, który zafascynowany koreańskimi kurtkami lat 50tych, kupił jedną z nich i wszędzie w niej chodził. Czyli sam znalazł taką w której czuje się dobrze a geniusz projektantki Erin Banach, zaowocował tym, co widzimy w filmie (klawe logo skorpiona na plecach) Hit ebayowy na nastepne miesiące
Ale najciekawszy naszym zdaniem, jest odzew fanów na film. Powstało mnóstwo interesującuch prac obrazem inspirowanych. Zobaczcie szczególnie fenomenalny plakat autorstwa Jamesa White’a [aka Signal Noise]:
Albo alternatywną okładkę soundtracku od świetnego ilustratora, Dana Hippa:
Sam soundtrack też stał się inspiracją dla kreatywnych głów, oto kawałek inspirowany “Drive” od Harrisona Millsa (aka Catacombkid) Trzyma klimat filmu, zdecydowanie jestem w stanie wyobrazić sobie nocną podróż miastem w jego rytm:
Catacombkid – The Driver’s Anthem by Catacombkid
Zwyczajowo, popłynąłem lekko po temacie i nie ma puenty (może poza tą, byście koniecznie obejrzeli ten film!). Ale jeśli macie przemyślenia albo ciekawe linki związane z “Drive”, nie krępujcię się komentować.
Na koniec polecam Wam obejrzeć ciekawy materiał video, w którym dźwiekowiec Lon Bender opowiada o procesie nagrywania dźwięku do filmu:
Do następnego.







