Na TDL nie mogło zabraknąć relacji z 1. edycji Festiwalu Neo Fashion Jamboree. Działo się bardzo dużo a program był szczelnie wypełniony: pokazami, filmami, warsztatami, spotkaniami. Tak wiele, że Art ma syndrom opuszczenia, twierdząc, że zdradzam go z modą. Zajrzę za kulisy pokazów europejskich projektantów, podzielę się ciekawostkami i modowymi odkryciami. Znowu odnalazłam ciekawe rękodzieła i poszerzyłam moją listę „MUST- HAVE”(zrujnuje swój domowy budżet : ).
W czasie Festiwalu do Bielska-Białej udało się ściągnąć ciekawe osobowości nie tylko z Polski, ale i z całej Europy. Do współpracy zaproszono projektantów z zacnych akademii sztuk pięknych, jak i kierunków projektowania ubioru (link do rozpiski modowych show). Przyjechali goście z Florencji, Kolonii, Antwerpii, Hiszpanii, Białorusi, Anglii i nawet Szwajcarii. Festiwal ten nie był powierzchownym pokazem blichtru i lansu ( może tylko Tourdelansu:). Organizatorzy nie poszli na łatwiznę, wysoko postawili poprzeczkę nie tylko sobie, ale i odbiorcom. Należy to docenić, ponieważ znacznie łatwiej jest skupić uwagę na znajomych twarzach i metkach. To tak jak ze słuchaniem piosenek. Każdy woli wracać do znajomych utworów, których tekst i melodia jest dobrze znany. Znacznie trudniej przesłuchać cały album i dać szansę nowym utworom. Celem Festiwalu było zaprezentowanie mody z nowej, neo perspektywy.
Zapaleni fashioniści nawigując np. po programie łódzkiego Fashion Week szybko znajdują znane punkty odniesienia i nazwiska z okładek magazynów branżowych. W przypadku Neo Fashion część nazwisk było świeżych i nieodkrytych. Co więcej, nawet Google nie wie zbyt wiele o niektórych projektantach. Nie jest łatwo dotrzeć do ich kolekcji, szczególnie tych debiutujących. Trudno do końca określić klucz selekcji, ale w tym doborze czuć konsekwencję i instynkt łowcy dobrych tkanin, cięć, awangardowych form i nietuzinkowych połączeń. Spis nazwisk zaprezentowanych twórców składa się na interesujący miks, deficytowy shake, który nie musi smakować każdemu. Ale z pewnością wielu ujmie i zainspiruje.
Chcę tylko podkreślić, że obecność gości grubego kalibru, takich jak np. Yvan Rodic, początkowo nie była taka oczywista. Bywalec największych wydarzeń fashion przyjedzie do stolicy Podbeskidzia? Hmm… Jeszcze rok temu pewnie bym w to nie uwierzyła. Jak się okazało a raczej jak pokazali organizatorzy wielkie wydarzenia mogą dziać się wszędzie. Granice wyznaczamy sobie sami i sami możemy poszerzać pola naszych działań. Przepraszam za ten banał i komunał, ale tak samo jak możemy sobie zawężać swoje horyzonty, tak samo możemy je sobie poszerzać. Po prostu ‘no limits’. Pomysłodawcy festiwalu odważyli się zamarzyć o osobowościach i znaleźli w sobie również na tyle siły, by zaryzykować i te wszystkie plany urzeczywistnić…

Stylizacja z pokazu Włoszki, Giulii Betti. Dominowały w niej parki, spódnice o długości midi i niesamowite dekoracje głowy. Moda to pewna konwencja. Gra. Można sobie pozwolić na wszystko.
Zanim przejdę do poszczególnych odkryć (w kolejnym poście) powiem tylko, że to co najbardziej jest ekscytujące to moment poprzedzający start modowego show. Nagle gasną światła. Uderza mocny bit z głośników, który sprawia, że masz ciary na plecach. Dźwięk wyprowadza pierwszą modelkę zza kulis. Coś jest niepokojąco pociągającego w tych postaciach na wysokich obcasach chodzących na oczach widowni. Fryzury, makijaże, tkaniny, twarze, stylizacje, sety. Wtedy wariuję. Kocham ten spektakl ciała i tkaniny.
Zamknijcie oczy i poczujcie to:




